Blog > Komentarze do wpisu

Cichymi bohaterami dzisiejszego dnia zostały...

...ciekawskie renifery, które nie mogły się nadziwić, co to za dziwne dwunożne istoty zawitały do ich królestwa.

Niby niedźwiedzie polarne, ale niebiałe i nie tak śmierdzące. No i chyba bez złych zamiarów, niewykonujące gwałtownych ruchów i nieawanturujące się.
Tymi dziwnymi istotami był Zbyszek Górski, meteorolog z Polskiej Stacji Polarnej we fiordzie Hornsund na Spitsbergenie, i ja. Korzystając z pięknej słonecznej pogody, poszliśmy na nartach na szybką wycieczkę w stronę Ariebreen. To lodowiec oddalony o kilka kilometrów od stacji, akurat na trzygodzinny spacer.
Kiedy byliśmy już pod moreną, za którą Ariebreen spływa z gór, napatoczyliśmy się na stadko reniferów. Były bardzo spokojne, miały mądre oczy i były bardzo ciekawskie. Powoli zbliżały się do nas, czujnie nasłuchując, węsząc i wypatrując gwałtownych ruchów z naszej strony. Gotowe do błyskawicznej ucieczki. Ale jednak podchodziły coraz bliżej i bliżej, aż dzieliły nas może ze trzy metry. Zachowywały się bardzo cicho, krocząc po łamliwej lodoszreni, nie wydawały ani jednego odgłosu.
Stąd - cisi bohaterowie:).
Tutejsze renifery są trochę mniejsze od tych żyjących na kontynencie, wyodrębniono je zresztą jako podgatunek endemiczny mieszkający tylko na wyspach archipelagu Svalbard - Rangifer tarandus platyrhynchus. Są dzikie, mają mniej jedzenia, a porosty, które wygrzebują spod śniegu zawdzięczają tutejszym ptakom morskim. Bo to ptaki nieumyślnie przynoszą składniki odżywcze z morza, nawożąc swoim guanem spitsbergeńskie skały. Dzięki związkom azotu i fosforu znajdujących się w ptasim kale Svalbard porasta piękna tundra (latem bardzo krótko kwitnie i wtedy to dopiero jest tu cudnie). Korzystają z tego renifery, których jest ponoć aż kilkanaście tysięcy.
Nie jestem pewien, jak tu się znalazły - czy zostały przywiezione przez ludzi, czy tysiące lat temu same przywędrowały po lodzie. Tak czy inaczej są i stanowią nieodłączny element svalbardzkiego krajobrazu. Nie boją się ludzi, wchodzą nawet do stolicy archipelagu - Longyearbyen - i przechadzając się po ulicach, paraliżują tamtejszy, rzadki ruch samochodowy. Norwedzy na nie polują, ale nie przez cały rok i nie wszyscy. Tylko ci, którzy dostaną pozwolenie od tutejszych władz.
No i teraz już nie wiem, czy moje porównanie jest odpowiednie. Bo wydawało mi się, że mógłbym porównać renifery do naukowców prowadzących na Svalbardzie swoje badania (choć nikt na nich nie poluje, może oprócz dziennikarzy:). Często to lata mozolnych pomiarów, z których nie wynikają od razu oczywiste wnioski, okupione rozłąką z rodziną, marznięciem latem i walką ze sprzętem zawodzącym w trudnych arktycznych warunkach.
Na przykład prof. Waldemar Walczowski z Instytutu Oceanologii PAN co roku spędza lato na pokładzie statku badawczego "Oceania", z którego bada wpływ ciepłej i słonej wody atlantyckiej do Oceanu Arktycznego. I tak od prawie 20 lat. Słusznie mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Nikt mu tego nie każe robić, nie zbija na tych badaniach kokosów, a jednak się uparł. Wielokrotnie go namawiałem, żeby zaczął badać prądy morskie na Morzu Karaibskim - zresztą nie tylko ja. A on na to, że tam jest już ciasno od oceanografów.
Dzisiaj tak samo - ja poszedłem na wycieczkę na narty, a on korzystając z pięknej, bezwietrznej pogody, popłynął z dr. Przemysławem Wyszyńskim z UMK aluminową łódką pobierać próbki wody we fiordzie. Chce się dowiedzieć, ile jej pochodzi z lodowców, a jak dużo z Morza Grenlandzkiego, które wlewa się do Hornsundu. Na pewno obaj przy tym strasznie wymarzną. Ale nie było wyjścia, bo jutro pogoda ma się znowu popsuć, widać to po chmurach. Jak powiadają, "cirrus na niebie, pogoda się z...".
Podobnie postrzegam innych tutejszych badaczy, którzy prowadzą swoje męczące obserwacje i do bólu je powtarzają. Dzięki nim wiemy coraz więcej o otaczającym nas świecie. Tyle że mało kto to docenia.
Dlatego dla mnie są to cisi bohaterowie.
Niech Lód będzie z Wami.

Tomasz Ulanowski

sobota, 26 kwietnia 2014, tomaszul

Polecane wpisy

  • Wracamy

    To bardzo dziwne uczucie - po miesiącu wziąć do ręki własny portfel. Tak długo nie był mi do niczego potrzebny, że w ogóle o nim zapomniałem. W niedzielę rano

  • Wojna światów

    - Od trzech dni nigdzie nie wychodzisz - powiedział z przyganą w głosie Zbyszek Górski, meteorolog w Polskiej Stacji Polarnej we fiordzie Hornsund na Spitsberge

  • Polarny bakcyl, czyli infekcja postępuje

    Już po drzemce;). Jest prawie 21 i przez okno mojego pokoju wychodzące na północny-zachód wpada słońce. W Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie już pełen dz