Blog > Komentarze do wpisu

Czym się zajmuje oceanograf fizyczny

W Wikipedii podają, że "badaniem fizycznych procesów w morzach i oceanach oraz badaniem własności fizycznych wód mórz i oceanów". Ale to tylko półprawda. Szczególnie w okolicach Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie.
Korzystając z pięknej pogody w Hornsundzie, która ma się skończyć wieczorem, prof. Waldemar Walczowski i Piotr Wieczorek z Instytutu Oceanologii PAN postanowili wypłynąć na szybki rajd w głąb fiordu. Chcieli postawić tzw. mooring, czyli zakotwiczony na dnie zestaw instrumentów badawczych, np. do pomiaru prądów morskich, zasolenia i temperatury wody. Zaprosili mnie na pokład, więc zabrałem się z nimi.

Prof. Waldemar Walczowski

Okutani w żółte i czerwone ratownicze stroje typu "Viking" wyglądaliśmy raczej jak teletubisie niż jak wikingowie (no, może nasze zarośnięte gęby przypominały trochę groźne oblicza wikingów;). W Arktyce nie liczy się jednak wygląd, ale ciepło. Dzięki kombinezonom, nawet gdybyśmy wypadli do wody, która ma tu teraz ok. 1,5 st. C poniżej zera, to nie przemoklibyśmy. Dzięki temu przez kilka godzin zachowalibyśmy ciepło (choć na pewno nie w stopach i dłoniach) i z dużym prawdopodobieństwem uszlibyśmy z takiej przygody z życiem. Gdybym zaś wskoczył tu do wody na golasa, tak żeby się wykapać, wytrzymałbym może kilka minut. Potem - kaput.
Płynęliśmy więc pod falę, słona woda chlapała nam na twarze, a nad głowami śmigały klucze alczyków. Manewrowały z taką szybkością, wydając przy tym terkoczące dźwięki, że miałem wrażenie, jakbym uczestniczył w Bitwie o Anglię.
- Wiosna idzie - skomentował prof. Walczowski.
- Do Hornsundu zleciały roje pszczół - zaśmiałem się, bo stado alczyków w powietrzu przypomina wyglądem właśnie rój pszczół.
Mimo śniegu i mrozu pojawienie się alczyków oznacza, że do Hornsundu wraca życie. Te czarno-białe ptaszki zimę spędzają bowiem na otwartym morzu, a na wiosnę wracają na ląd, zeby założyć gniazda na urwistych skałach.
Niestety, fale szybko zrobiły się za duże. Dało się płynąć, ale wolno. Towarzyszący mi oceanografowie uznali, że w takim tempie nie wystarczy nam czasu, żeby dopłynąć do celu. Prof. Walczowski zdecydował, że wracamy.

"Srebrna strzała" podczas dziewiczego rejsu kilka tygodni temu

"Co za fantastyczna wycieczka", pomyślałem. Wypływamy na chwilę na morze i wracamy, zanim zrobi się zimno w stopy i dłonie, a więc nieprzyjemnie. A w stacji czeka na nas obiadek, na który mieliśmy się spóźnić. Dziś Ślązacy (w ramach pożegnania, bo jutro uciekają do Longyearbyen, stolicy archipelagu Svalbard, którego częścią jest Spitsbergen) duszą "golonko z kapusto". Pierunie.
Niestety, trzeba było jeszcze przycumować do brzegu. Fale wymyły łagodną plażę i w naszym "porcie" zrobił się mały klifek. Trochę więc się namęczyliśmy, zanim za pomocą lin, bloczków, wyciągarki i napompowanych rolek udało nam się wypchnąć łódkę na brzeg. No i się namoczyliśmy, bo trzeba było wskoczyć do wody. Przypomniała mi się scena z "Matni" Polańskiego.
W Hornsundzie, który należy do parku narodowego, nie wolno budować stałych urządzeń portowych, np. kei. Dlatego pływający tu oceanografowie, muszą mieć niezłą krzepę.
- Właśnie dlatego nazywają nas oceanografami fizycznymi - zaśmiał się ponuro prof. Walczowski.
Niech Lód będzie z Wami!

Tomasz Ulanowski

niedziela, 27 kwietnia 2014, tomaszul

Polecane wpisy

  • Wracamy

    To bardzo dziwne uczucie - po miesiącu wziąć do ręki własny portfel. Tak długo nie był mi do niczego potrzebny, że w ogóle o nim zapomniałem. W niedzielę rano

  • Wojna światów

    - Od trzech dni nigdzie nie wychodzisz - powiedział z przyganą w głosie Zbyszek Górski, meteorolog w Polskiej Stacji Polarnej we fiordzie Hornsund na Spitsberge

  • Coś się kończy, coś się zaczyna

    Być może rację ma prof. Waldemar Walczowski z Instytutu Oceanologii PAN, kiedy mówi, że prawdziwy rejs zaczyna się dopiero po trzech miesiącach. Ja siedzę na r

Komentarze
2014/05/06 15:43:53
hmmm tak patrzę na to zdjęcie i krew mi zamiera z przerażenie, czy wiesz drogi Tomku jakie jest podstawowe zadanie tego stroju, w którym jak sam to nazwałeś wyglądasz jak "teletubiś", otóż mój drogi, ochrona przed wodą w razie wypadniecie za burtę a co z tym się wiąże ochrona przed hipotermią, która może doprowadzić do śmierci na skutek skrajnego wyziębienia organizmu. Sądząc po zamiarach producenta odzieży jest ona tylko skuteczna jeśli suwak jest zapięty do końca a nie pozostawiony otwarty na wysokości mostka, w razie wypadnięcia za burtę, do środka dostanie się mnóstwo litrów wody, a kombinezon który miał za zadanie ochraniać życie przyczyni się do odebrania go pociągając nieszczęśnika na dno jak kotwica....
Nie wygląda to profesjonalnie a wydaje mi się że profesor na zdjęciu powinien świecić przykładem dla swoich studentów, doktorantów i całej reszty towarzystwa naukowego...