Blog > Komentarze do wpisu

Polarny bakcyl, czyli infekcja postępuje

Już po drzemce;). Jest prawie 21 i przez okno mojego pokoju wychodzące na północny-zachód wpada słońce. W Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie już pełen dzień polarny. Słońce nie zajdzie tu przez kilka miesięcy.
Nie ma to jak drzemka, szczególnie po sześciu godzinach na morzu.

horn11Przygotowania do zrzucenia tzw. mooringu. W tle najwyższy tutejszy szczyt Hornsundtind,
1453 m n.p.m. Słońce świeci jeszcze od południa

Razem z prof. Waldemarem Walczowskim i Piotrem Wieczorkiem z Instytutu Oceanologii PAN dopłynęliśmy do końca fiordu Hornsund. Kiedy ruszaliśmy w drogę, była kompletna flauta, a fiord przypominał spokojne jezioro. W połowie drogi zerwał się jednak wiatr. Nasza aluminiowa łupinka, którą nazwałem "Srebrną strzałą"...
- "Srebrną strzałą II" - poprawił mnie zaraz prof. Walczowski. - "Srebrna strzała to mój motocykl...
No dobra, nasza "Srebrna strzała II"...
Ilona Wiśniewska-Amundsen nazywa ją z kolei "mydelniczką". Ilona mieszka w Longyearbyen, stolicy Spitsbergenu i całego archipelagu Svalbard, ale w zeszłym roku płynęła z naszymi naukowcami ich statkiem badawczym "Oceania". To podczas tamtego rejsu "Srebrna strzała II" (choć może rzeczywiście "Mydelniczka", bo nie miała wtedy na pokładzie ani silnika, ani kołowrotka, ani instrumentów badawczych, nic nie miała) została przywieziona do Hornsundu.
Tak czy inaczej nasza łupinka dzielnie radziła sobie na przeszło metrowej fali. Muszę też przyznać, że prof. Walczowski prowadził ją po mistrzowsku. Pięknie płynął pod fale, zwalniał, przyspieszał, kręcił i przechodził przez nie mięciuchno. Ani jednego "łup", że aż krzyż potrafi jęknąć i bije po nerkach.

horn22W tle Gnålberget, 790 m n.p.m.

To był wspaniały rejs, bo wszystko nam się udało. Wszystkie założone pomiary zostały zrobione.
No, dobra, jednego punktu planu nie wykonaliśmy. W połowie drogi Piotrek Wieczorek miał zejść na chwilę na ląd na cyplu Treskelen, który swoim ostrym zębem dzieli fiord. Miał tam zostawić kilka instrumentów badawczych. W ostatniej chwili zauważył jednak, że śnieg na Treskelen jest cały zadeptany świeżymi tropami niedźwiedzia polarnego. Dla dobra Piotrka, miśka i całego świata odstąpiliśmy więc od tego punktu programu.

horn31Miśkowe tropy na Treskelen

Ale poza tym wszystko zrobiliśmy.
Leżę więc sobie zadowolony po drzemce, patrzę w to rozświetlone okno i myślę, że zaraz wyjeżdżamy. Mija miesiąc i w nocy z piątku na sobotę ma po nas przypłynąć RV "Lance", statek badawczy Norweskiego Instytutu Polarnego. Z Hornsundu popłyniemy nim do Tromsø, miasteczka położonego już w Norwegii kontynentalnej, wysadzając po drodze "desant" śmigłowcem na Wyspie Niedźwiedziej. A z Tromsø "rozlecimy się" samolotami do domów.
Jakoś tak żal wyjeżdżać.
Ale jestem spokojny, że jeszcze tu wrócę. Jak każdy zarażony "bakcylem polarnym" czy też polarną gorączką będę musiał.
Następnego dnia rano patrzę przez inne okno - to wychodzące na południową część stacji, na fiord. Jest akurat odpływ, więc przy brzegu sterczą z wody zęby skał, na dnie osiadły lodowe górki, które kiedyś oderwały się z lodowców. Błyszczą turkusowo.
Krajobraz jak zwykle surowy, szarobiały. Ale za każdym razem jest inny, potrafi zmieniać się błyskawicznie, bo chmury zmieniają światło i wszystko wygląda inaczej.
Jest taki kamień przed stacją, częściowo zasypany śniegiem, który za każdym razem, kiedy na niego patrzę, zmienia swoje przebranie. Najczęściej przypomina kamień oczywiście;). Ale raz wziąłem go za kota! I zanim puknąłem się w głowę, że przecież to niemożliwe, bo na Svalbardzie nie ma kotów (no, może Rosjanie i Ukraińcy trzymają je w Barentsburgu), że ich tu być nie może - bo Norwedzy zabraniają, bojąc się o tutejsze ptaki morskie, które budują sobie gniazda na brzegu - zacząłem się zastanawiać, skąd ten kot tu się wziął.

horn5_szlamnik1"Święty kamień z Hornsundu". Ten po lewej. Co Wam przypomina?

A dzisiaj kamień przypomina szlamnika. Słyszeliście o szlamniku? To ptasi ultramaratończyk. Potrafi lecieć bez przerwy osiem dni i nocy, pokonując 12 tys. km pomiędzy Arktyką a Antarktyką. Ma długi dziób, którym dziobie w dnie morskim, brodząc przy brzegu...
Wyobraźnia wyczynia figle w tym surowym i ubogim krajobrazie. A zdjęcia z domu - drzew, zieleni - wyglądają jak zdjęcia tętniącej życiem dżungli.
To pewnie wszystko przez ten polarny bakcyl. Infekcja postępuje.

horn41Hornbreen, lodowiec spływający do morza na końcu fiordu Hornsund

Niech Lód będzie z Wami!

Tomasz Ulanowski

środa, 30 kwietnia 2014, tomaszul

Polecane wpisy

  • Wracamy

    To bardzo dziwne uczucie - po miesiącu wziąć do ręki własny portfel. Tak długo nie był mi do niczego potrzebny, że w ogóle o nim zapomniałem. W niedzielę rano

  • Cichymi bohaterami dzisiejszego dnia zostały...

    ...ciekawskie renifery, które nie mogły się nadziwić, co to za dziwne dwunożne istoty zawitały do ich królestwa. Niby niedźwiedzie polarne, ale niebiałe i nie t

  • Coś się kończy, coś się zaczyna

    Być może rację ma prof. Waldemar Walczowski z Instytutu Oceanologii PAN, kiedy mówi, że prawdziwy rejs zaczyna się dopiero po trzech miesiącach. Ja siedzę na r