Blog > Komentarze do wpisu

Wojna światów

- Od trzech dni nigdzie nie wychodzisz - powiedział z przyganą w głosie Zbyszek Górski, meteorolog w Polskiej Stacji Polarnej we fiordzie Hornsund na Spitsbergenie.
To prawda od trzech dni jestem w stanie zawieszenia, na stand-by'u. Myślami jestem już nie tu, gdzie jestem, czyli w Arktyce, ale w domu. Coraz większą uwagę zaczynam zwracać na to, co dzieje się gdzie indziej, w rozleniwionej majówką Polsce, na targanej wojną Ukrainie.
W domu nie oglądam w ogóle telewizji, nie mam nawet telewizora. A teraz ten ersatz rzeczywistości jest akurat pod ręką.
Jestem więc pomiędzy światami, ani tu, ani tam.
Zbyszek wyszedł na kilkunastokilometrową wyprawę narciarską, pogoda jest piękna, słońce świeci, nie wieje. Na wodach fiordu dryfuje coraz więcej gór lodowych, co oznacza, że lodowce w Hornsundzie zaczęły się mocno cielić. Wczoraj przed stacją przedefilowało stadko reniferów. Polarne lisy mieszkające w okolicy bezczelnie wyżerały resztki z misek stacyjnych psów - Ragny i Brzydala. Na głazie przed budynkiem stacji co jakiś czas przysiada para larusów - dużych żółtodziobych mew, które od końca zimy są tu stałymi bywalcami. Lada moment pojawią się rybitwy. Założą gniazda na ziemi wokół stacji i zaczną atakować polarników, którzy za bardzo do nich się zbliżą (atakują pazurami, dziobami i... bombami kałowymi; można bronić się, wkładając kamień pod czapkę, albo przyczepiając do niej półmetrowy kij).
Tylko niedźwiedzi polarnych nie ma. Ten sezon, jak mówią polarnicy, którzy przyjeżdżają tu od lat, jest pod tym względem wyjątkowy. Od lata mieszkańcy stacji naliczyli ledwie dziewięć spotkań z tymi majestatycznymi zwierzętami. Ostatniego niedźwiedzia i ja mogłem podziwiać. Naukowcy spekulują, że miśków jest tak mało, bo w Hornsundzie prawie nie było tej zimy lodu morskiego. A niedźwiedzie potrzebują kry, żeby polować z niej na foki.
W Hornsundzie właściwie czuje się już wiosnę. Od kilku dni nie pada śnieg i ten leżący już na ziemi robi się coraz bardziej lukrowaty, zlodowaciały i cienki. Bajkowo to wszystko wygląda, ale ja czekam na statek.
RV "Lance" Norweskiego Instytutu Polarnego, który ma z Hornsundu zabrać prof. Waldemara Walczowskiego i Piotra Wieczorka z Instytutu Oceanologii PAN oraz mnie, nie chce coś przypłynąć. Najpierw spodziewaliśmy się go w nocy z piątku na sobotę, potem w sobotę po południu. A teraz okazuje się, że przypłynie najwcześniej w sobotę (czyli dziś) wieczorem. Zaczęliśmy się martwić, czy zdążymy do Tromsø na samolot. Bilety mamy kupione na wtorek rano.
Plecak spakowałem już wczoraj. Najgorsze jest to czekanie.
Czytam więc książkę "Ice Balloon" Aleca Wilkinsona o tragicznej podróży balonem do bieguna północnego w 1897 r.
Szwedzki naukowiec Salomon August Andrée i jego dwaj współtowarzysze wystartowali z północnego krańca archipelagu Svalbard, do którego należy Spitsbergen. Ich plany były bardzo optymistyczne, bo balonem wypełnionym wodorem zamierzali dolecieć nad biegun i chcieli polecieć dalej, być może nawet do San Francisco. Żeby dobrze prezentować się po lądowaniu, Andrée zabrał nawet frak. Szczątki polarników i dziennik wyprawy (w tym negatywy zdjęć) odkryto na jednej z wysp Svalbardu w 1930 r.

Co tam się stało, podczas tego lotu? Wiem, że nazwany przez Andrée'ego "Orłem" balon się rozbił, bo jego niesamowite zdjęcie (negatyw znaleziono wśród szczątków wyprawy) widnieje na okładce książki. Ale dlaczego, jak wyglądała epopeja trzech polarników, którzy próbowali wrócić do cywilizacji, maszerując po lodzie morskim?
Mógłbym oczywiście szybko znaleźć odpowiedzi na te pytania w internecie, ale wtedy przyjemność z książki byłaby sporo mniejsza. Wilkinson opisuje w niej jeszcze inne tragicznie zakończone wyprawy arktyczne, których uczestnicy spędzali po kilka lat w tutejszym lodowym świecie, często nie doczekując statku, który miał po nich przypłynąć. A to, czy przeżyli, czy nie, zawdzięczali tylko swojej wytrwałości, umiejętności współpracy i przewalczenia dzielących ich animozji. No i oczywiście zapasom jedzenia oraz temu, jak radzili sobie z zabójczym zimnem i pułapkami czekającymi na nich na każdym kroku.
Niech Lód będzie z Wami.

Tomasz Ulanowski

PS Płynie, płynie!:) Jak donosi Tomek Wawrzyniak, naukowiec z Instytutu Geofizyki PAN, "przed chwileczką 'Lance' z Agnieszką [Promińską z IO PAN] na pokładzie wypłynął z Ny-Ålesundu. Miło było usłyszeć 'o cześć Tomek!' Jutro w nocy 'Lance' będzie w Hornsundzie".

sobota, 03 maja 2014, tomaszul

Polecane wpisy

  • Czym się zajmuje oceanograf fizyczny

    W Wikipedii podają, że "badaniem fizycznych procesów w morzach i oceanach oraz badaniem własności fizycznych wód mórz i oceanów". Ale to tylko półprawda. Szczeg

  • Cichymi bohaterami dzisiejszego dnia zostały...

    ...ciekawskie renifery, które nie mogły się nadziwić, co to za dziwne dwunożne istoty zawitały do ich królestwa. Niby niedźwiedzie polarne, ale niebiałe i nie t

  • Coś się kończy, coś się zaczyna

    Być może rację ma prof. Waldemar Walczowski z Instytutu Oceanologii PAN, kiedy mówi, że prawdziwy rejs zaczyna się dopiero po trzech miesiącach. Ja siedzę na r

Komentarze
2014/05/05 11:04:29
arcticicesea.blogspot.com/2014/05/arctic-news-majowe-topnienie.html Nowe informacje nt. stanu arktycznego lodu morskiego. Raporty co 7 dni.