RSS
niedziela, 06 kwietnia 2014

Należący do Norweskiego Instytutu Polarnego RV Lance to stary statek do polowania na foki przerobiony statek badawczy (RV to skrót od słów research vessel, czyli właśnie statek badawczy). Obsługuje go 11-osobowa załoga, nie licząc oczywiście naukowców. My jesteśmy na jego pokładzie jakby na dokładkę, nie mamy kabin, bo do Hornsundu tylko 10 godzin. Lance wyruszył w tygodniowy rejs badawczy, zabierając oprócz naukowców także studentów z UNIS-u (czyli University Center in Svalbard - na krótsze i dłuższe kursy przyjeżdżają tu zainteresowani Arktyką studenci z całego świata). Będą schodzić na lód morski i badać, co się dzieje na granicy lodu, morza i powietrza.
Na Lance'ie jak to na statku panuje specyficzny porządek. Buty i kurtki zostawia się w przebieralni i po statku chodzi albo w skarpetkach, albo w "kapciach". Wszędzie Ordnung, mesa lśni czystością.


Znowu nasłuchałem się opowieści o niedźwiedziach polarnych, te charyzmatyczne zwierzęta wzbudzają ogromne emocje. Każde spotkanie z nimi pozostaje w pamięci. Tutejszy kucharz, do którego zajrzałem, kiedy rozklepywał steki, opowiadał mi, że jeden misiek wlazł kiedyś na pokład (Lance stał akurat w lodzie) i przez niewielki bulaj próbował dostać się do kuchni. Dostał rybę i się odczepił.
Na pokładzie jest zimno, ale zjawiskowo pięknie, wokół białe góry, słońce, morze...
I nawet chciałem coś więcej napisać, ale rozkołysał mi się błędnik i musiałem się położyć. A potem mruczenie silnika i morska kołyska pogrążyły wszystkich w rozmyślaniach o życiu i o tym, co należy zrobić, albo od razu zasnęli.
Zdjęcia i wideo na facebooku, na fanpage'u Nauce Ekstra
Niech Lód będzie z Wami...

Tomasz Ulanowski

Post użytkownika Nauka Ekstra.
00:56, tomaszul
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 kwietnia 2014
Z Polski Spitsbergen może wydawać się końcem świata, ale i tutaj żyją przecież ludzie, którzy nie tylko pracują, ale i muszą normalnie się zabawić (a na przyjezdnych lokalsi patrzą jak zwykle - w najlepszym razie jak na nieszkodliwych cudaków, którym wydaje się, że przeżywają lodową przygodę życia).
W piątkowy wieczór Ilona i Birger, u których zatrzymałem się w Longyearbyen, zabrali mnie na wędrówkę po tutejszych knajpach. Oczywiście w każdej spotykaliśmy jakichś ich znajomych. W tak małym mieście (ok. 2 tys. mieszkańców) to w sumie nieuniknione.
W ostatniej natknęliśmy się na Jona Aarsa, naukowca z Norweskiego Instytutu Polarnego specjalizującego się w niedźwiedziach polarnych. Mieszka w Tromsø, a na Svalbardzie bierze właśnie udział w akcji znakowania miśków. Naukowcy podlatują śmigłowcem do niedźwiedzia, strzelają do niego zastrzykiem ze środkami oszałamiająco-paraliżującymi, a potem znakują w kilku miejscach (tatuażem na dziąsłach i kolczykiem w uchu) i zakładają mu obrożę telemetryczną.
Dzięki tym ostatnim uczeni rysują trasy wędrówek niedźwiedzi polarnych. I okazuje się, że zupełnie jak wśród ludzi są wśród nich "domatorzy", którzy trzymają się jednej okolicy, oraz podróżnicy wypuszczający się na dalekie wyprawy i pokonujący setki kilometrów w całej Arktyce. Jestem pewien, że nie zależy to tylko od obecności pokarmu na miejscu (białe miśki żywią się głównie fokami obrączkowanymi), ale i od charakteru poszczególnych zwierząt. Niektóre po prostu lubią podróże!
Zapytałem, czy naukowcy nadają imiona oznaczanym przez siebie niedźwiedziom. Tak, ale są to ciągi cyfr i liter. Ludzkie imiona miśki dostają tylko od ekip filmowych, które przylatują śledzić życie konkretnego osobnika. Najśmieszniejsze jest to, że ponieważ niedźwiedzie polarne są tak trudne do obserwacji (bo jeśli podgląda się je ze zbyt bliskiej odlegości, to po prostu uciekają), to często jedno imię przechodzi niezauważenie na różne osobniki. Widzowie myślą wtedy, że oglądają historię życia jednego miśka, a tak naprawdę widzą raz samicę, innym razem samca, itp.
Birger opowiadał, że po raz pierwszy "zobaczył" niedźwiedzia polarnego w 1973 r., kiedy pracował w stacji naukowej na północy Spitsbergenu. Był pewien, że widział płynącą w oceanie głowę niedźwiedzia. Okazało się jednak, że był to tylko... kaczy kuper. Zmysły nas zabawnie oszukują, inspirują się naszymi podświadomymi strachami i oczekiwaniami. Dzisiaj idąc ostrożnie zaśnieżonym chodnikiem w Longyearbyen, podniosłem głowę i prawie stanąłem, bo przez sekundę myślałem, że do miasta weszły niedźwiedzie. A przez ulicę przechodziły... renifery, które mieszkają sobie w okolicy.
Birger miał jednak wiele przygód z niedźwiedziami. Z jednym dużym samcem ścigał się kiedyś na nartach. Dopóki utrzymywali bezpieczną odległość od siebie, wszystko było w porządku. Kiedy jednak zaczął skręcać w stronę miśka, ten zmarszczył pysk i dał mu do zrozumienia, że nie życzy sobie towarzystwa. Każdy poszedł więc swoją drogą. Innym razem Birger mieszkał w jakiejś odludnej chatce i, aż mi się nie chce wierzyć, "zaprzyjaźnił się" po sąsiedzku z małym jeszcze niedźwiedziem. Przychodził on do niego codziennie na smakołyki i dosłownie jadł mu z ręki. Raz niezadowolony zagulgotał ostrzegwaczo, a Birger nagrał ten dźwięk na magnetofon. I kiedy innego dnia odtworzył go niedźwiadkowi, ten tak się przeraził, że uciekł, gdzie pieprz rośnie.
Byłem dziś w porcie, w którym stoi już R/V Lance, statek badawczy Norweskiego Instytutu Polarnego, który zabierze naszą ekipę naukową i mnie do Polskiej Stacji Polarnej w Hornsundzie. Będziemy tam płynąć całą sobotę.
Niech Lód będzie z Wami!

Tomasz Ulanowski
00:51, tomaszul
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 kwietnia 2014
Jak ten głupi dałem się zaskoczyć arktycznemu światłu. Kiedy ostatni raz byłem na Dalekiej Północy (w styczniu w norweskim Tromsø), właśnie kończyła się noc polarna. Przez kilka godzin można było podziwiać nieustający wschód i zachód słońca.
A teraz lada moment zacznie się dzień polarny. Po 20 kwietnia we fiordzie Hornsund, w którym mieści się Polska Stacja Polarna, słońce nie będzie zachodzić przez blisko cztery miesiące! Już teraz zresztą jest tam pewnie jasnawo nawet o północy.
To dobrze, bo będzie można długo podziwiać tamtejszy niewiarygodny krajobraz, a także długo pracować (nie tylko pisać o Arktyce; zabieram ze sobą niedokończone tłumaczenie popularnonaukowej książki o piersiach, którą wkrótce wyda Agora). Norweskie światło uwiodło mnie zresztą już w Oslo, gdzie nocowałem. Słońce zaszło dopiero ok. 20, a wstało chyba już przed 6.
Po drodze do Longyearbyen, stolicy Spitsbergenu i całego archipelagu Svalbard, wylądowaliśmy na chwilę w Tromsø. Jak zwykle lądowało się tu zjawiskowo. Samolot schodził nad cieśniną, mając na wysokości skrzydeł płaskie szczyty tutejszych gór stołowych wyrastających prosto z morza na blisko tysiąc metrów w górę. Wszystko pod białą pierzyną śniegu. Muszę kończyć, bo wołają na pokład...
No dobra, jeśli lądowanie w Tromsø jest zjawiskowe, to w Longyearbyen jest wręcz kosmiczne. Nad maleńkie lotnisko mieszczące się nad samym brzegiem morza samolot nadleciał środkiem fiordu. Otaczające go białe szczyty wisiały nad nami, czasem na wyciągnięcie ręki. Pilot musiał również być pod wrażeniem, bo łupnęliśmy o pas startowy aż miło.
Po drodze po raz kolejny czytałem książeczkę wydaną przez Instytut Oceanologii PAN. "Arktyka europejska - morski przewodnik użytkownika" przyda się każdemu, kto chciałby dowiedzieć sie czegoś o rytmach, według których żyje tutejsza przyroda. Książkę wydano w ledwie kilkuset egzemplarzach, ale można ją sobie za darmo ściągnąć z internetu:
http://www.iopan.gda.pl/projects/Arktyka-book.pdf
Dzięki niej wiem, że lekko bura mgiełka wisząca nad Spitsbergenem, którą widziałem z samolotu, to tzw. zamglenie arktyczne. Późną zimą i wiosną nad Arktykę napływa zanieczyszczone powietrze znad Europy i Syberii.
Okazuje się, że nawet na końcu świata nie można uciec od cholernego smogu.
Na szczęście tu jeszcze pełna zima. Na termometrze -10 st. C, wieje, pięknie świeci słońce. Przynajmniej z pyłkami nie będzie problemu.
W Longyearbyen na dwa dni "przytuliło" mnie polsko-norweskie małżeństwo Ilony Wiśniewskiej-Amundsen i Birgera Amundsena. Ilona wydaje właśnie w wydawnictwie "Czarne" książkę reporterską o ludziach mieszkających w Arktyce pt... "Białe". Birger był przez lata redaktorem naczelnym tutejszej gazety "Svalbardposten". Obecnie kończy książkę o "przyjaźni" pomiędzy człowiekiem a niedźwiedziem polarnym, której tytuł można przetłumaczyć na "Bez przebaczenia". Obie bardzo chcę przeczytać. Na razie piszę sobie, siedząc u nich w kuchni. Widok za oknem taki że ach!
W gościnnych progach Ilony i Birgera czekam na transport do Hornsundu. W sobotę rano razem z naukowcami płyniemy tam na pokładzie R/V Lance, statku badawczego Norweskiego Instytutu Polarnego.
Niech Lód będzie z Wami!

Tomasz Ulanowski
18:17, tomaszul
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 kwietnia 2014

Dzisiaj 2 kwietnia 2014 r. "Gazeta Wyborcza" wysyła swojego korespondenta do Arktyki. Dlaczego to robimy?
Bo uważamy, że Arktyka to dziś jeden z najważniejszych rejonów Ziemi, w którym decyduje się przyszłość całego globu. Bo zmienia się ona najszybciej na świecie. To tam globalne zmiany klimatyczne odciskają największe lokalne piętno. Temperatura rośnie w Arktyce blisko trzy razy szybciej niż średnio na całej Ziemi. Lód i wieczna zmarzlina puszczają. Dramatycznie zmieniają się warunki życia, do których przyzwyczaiła się tamtejsza surowa przyroda. Lada moment w Arktyce zaczną pływać tankowce i inne wielkie statki, a firmy wydobywcze ruszą po tamtejsze jakże bogate surowce naturalne. W Longyearbyen, stolicy norweskiego archipelagu Svalbard, najbardziej północnego zamieszkałego rejonu świata, już teraz regularnie pojawiają się wielkie wycieczkowce z turystami.
Czujemy, że to ostatni moment życia dziewiczej Arktyki. Zimnej Dalekiej Północy, która co prawda łaskawie wpuszczała do siebie ludzi, ale mimo tego trzymała ich na dystans. Już niedługo zostanie zadeptana butami turystów i wszelkich poszukiwaczy złota, którzy wezmą ją we władanie.
Być może będzie nawet rejonem, o który wybuchnie konflikt zbrojny (jedna z przyszłych wojen klimatycznych), przy których przetargi o Krym wydadzą się nam miłym wspomnieniem. Jadę do Arktyki razem z naukowcami (m.in. z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie). Będziemy mieszkać w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund im. Stanisława Siedleckiego na Spitsbergenie, największej wyspie Svalbardu. Oni w ramach norwesko-polskiego programu AWAKE-2 zbadają, co dzieje się pomiędzy morzem, lodem a powietrzem i jak wpływa to na klimat Arktyki. Ja będę opowiadał o tym, co robią i jak wygląda życie w najbardziej wysuniętej na północ (77 st. N) stale zamieszkanej placówce RP.
Kim są ludzie, którzy na własne życzenie pchają się w ten niedostępny, choć wcale gościnny rejon świata? Są wśród nich nie tylko naukowcy, ale i przeróżni "misfits", ludzie niepasujący do naszych zwykłych "układów". Wszyscy zarażeni gorączką polarną, po pierwszym razie w Arktyce muszą do niej wrócić. Wielu wśród nich Polaków.
Relacji szukajcie w papierowej i internetowej "Gazecie Wyborczej", na naszym facebookowym fanpage'u "Nauka Ekstra" oraz na tym blogu.
Niech Lód będzie z Wami!

Tomasz Ulanowski



Do poczytania:
Rosja marzy o Kanale Sueskim dalekiej północy
Rozpływająca Arktyka zmienia nam pogodę
Zarażeni gorączką polarną
Czy będzie wojna o Arktykę?
Arktyka najmniej biała w historii pomiarów

09:25, tomaszul
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3