RSS
wtorek, 06 maja 2014

To bardzo dziwne uczucie - po miesiącu wziąć do ręki własny portfel. Tak długo nie był mi do niczego potrzebny, że w ogóle o nim zapomniałem.
W niedzielę rano do fiordu Hornsund, w którym stoi Polska Stacja Polarna, wpłynął wreszcie opóźniony o dzień RV "Lance", statek badawczy Norweskiego Instytutu Polarnego. Do stacji przywiózł Agnieszkę Promińską z Instytutu Oceanologii PAN. Agnieszka zastąpiła na posterunku prof. Waldemara Walczowskiego i Piotra Wieczorka. Teraz to ona będzie prowadziła pomiary wody i marzła na "Srebrnej strzale II".
A my płyniemy do domu.
"Lance" pruje wody Morza Norweskiego i wiezie nas do Tromsø. Stamtąd samolotem wracamy do Polski. Po drodze statek zatrzyma się jeszcze u wybrzeży Wyspy Niedźwiedziej (Bjørnøyi). Stojący teraz na jego pokładzie śmigłowiec przetransportuje sprzęt dla ornitologów. Naukowcy skorzystają z niego podczas letnich obserwacji ptaków morskich.
Po południu "Lance" wszedł w rozległe, rozciągające się aż po horyzont pole lodowe. Burty i dno szorują teraz o grube na 30-40 cm płaty kry. Co jakiś czas lód obija się o statek. "Łup, łup". "Lance" delikatnie drży.

Biała, a czasem seledynowa kra powoli dryfuje po spokojnym, tłustym wręcz morzu. Czasem na widać na niej brązowe plamy - to glony żyjące na lodzie. Woda naokoło statku ma teraz różne zasolenie i gęstość, co dość dobrze pokazują różnice w grubości zmarszczek pokrywających morze.
Kiedy woda morska zamarza i w ten sposób oddaje swoje ciepło atmosferze, pokrywający ją lód zaczyna żyć swoim życiem. Powoli spływa z niego do morza solanka. Jest ona bardziej gęsta od otaczającej ją wody, więc tonie. A potem systemem chłodnych prądów głębinowych wraca w rejony tropikalne, gdzie ponownie się nagrzewa, rozrzedza w mniej słonej wodzie i unosi ku powierzchni. Tylko po to, żeby znowu popłynąć na Daleką Północ, gdzie znowu odda swoją energię.
Lód morski staje się za to coraz mniej słony i coraz bardziej zdatny do picia. Czasem na jego rozgrzanej słońcem powierzchni tworzą się jeziorka. Polarni marynarze czerpali kiedyś z nich wodę (dzisiaj na "Lance'ie" mają na szczęście odsalarkę). Ponoć Brytyjczycy mawiali, że lód jednoroczny nadaje się do mycia, dwuletni już do picia, a trzyletni nawet do whisky.
Wydaje się, że kra, przez którą się przebijamy, to zwykły lód jednoroczny, który teraz, a więc wiosną, zaczął się kruszyć i topnieć. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat lód jednoroczny stał się dominujący w Arktyce. Zapasy tego grubego, wielosezonowego bardzo się skurczyły. Stąd prognozy, że w ciągu najbliższych kilkunastu-kilkudziesięciu lat biegun północny będzie latem wolny od lodu.
Wypatruję niedźwiedzi polarnych. Niestety, nie widzę żadnego. Szkoda, bo to byłoby dopiero spotkanie. W jednym z korytarzy "Lance'a" wisi zdjęcie stojącego na lodzie miśka ciągnącego pyskiem cumę statku.

Muszę zadowolić się mewami, ktore dość licznie nam towarzyszą. To znak, że do lądu niedaleko.


Poniedziałek.

W nocy oglądałem, jak śmigłowiec przewoził kosze z zaopatrzeniem na Bjørnøyę. Było przecudnie, bajkowo wręcz. Słońce oświetlało na czerwono falujące leniwie morze, które tu i ówdzie pokrywał lód. Nad statkiem szalały mewy. Surowy brzeg Wyspy Niedźwiedziej sterczał z wody niczym wysoka na kilkaset metrów kamienna ściana. Urwiste wybrzeże sprawia, że do wyspy nie można bezpiecznie przybić dużym statkiem. Jedynym sensownym środkiem transportu jest dziś śmigłowiec.

W sezonie 1932-33 zimowała tu polska wyprawa polarna kierowana przez Czesława Centkiewicza. Swoje wspomnienia Centkiewicz opisał w słynnej książce "Wyspa mgieł i wichrów".
Dzisiaj na morzu nie ma już ani jednej kry. Wesoło świeci słońce i na pokładzie zrobiła się prawdziwa wiosna. Podczas spaceru (po torcie z okazji urodzin kapitana) nie przeszkadzał mi nawet hałas silnika, smród paliwa i wyziewy z kuchni.
Teraz "Lance" kołysze i mruczy, żeby spać.
Niech Lód będzie z Wami.

Tomasz Ulanowski

04:42, tomaszul
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 maja 2014

- Od trzech dni nigdzie nie wychodzisz - powiedział z przyganą w głosie Zbyszek Górski, meteorolog w Polskiej Stacji Polarnej we fiordzie Hornsund na Spitsbergenie.
To prawda od trzech dni jestem w stanie zawieszenia, na stand-by'u. Myślami jestem już nie tu, gdzie jestem, czyli w Arktyce, ale w domu. Coraz większą uwagę zaczynam zwracać na to, co dzieje się gdzie indziej, w rozleniwionej majówką Polsce, na targanej wojną Ukrainie.
W domu nie oglądam w ogóle telewizji, nie mam nawet telewizora. A teraz ten ersatz rzeczywistości jest akurat pod ręką.
Jestem więc pomiędzy światami, ani tu, ani tam.
Zbyszek wyszedł na kilkunastokilometrową wyprawę narciarską, pogoda jest piękna, słońce świeci, nie wieje. Na wodach fiordu dryfuje coraz więcej gór lodowych, co oznacza, że lodowce w Hornsundzie zaczęły się mocno cielić. Wczoraj przed stacją przedefilowało stadko reniferów. Polarne lisy mieszkające w okolicy bezczelnie wyżerały resztki z misek stacyjnych psów - Ragny i Brzydala. Na głazie przed budynkiem stacji co jakiś czas przysiada para larusów - dużych żółtodziobych mew, które od końca zimy są tu stałymi bywalcami. Lada moment pojawią się rybitwy. Założą gniazda na ziemi wokół stacji i zaczną atakować polarników, którzy za bardzo do nich się zbliżą (atakują pazurami, dziobami i... bombami kałowymi; można bronić się, wkładając kamień pod czapkę, albo przyczepiając do niej półmetrowy kij).
Tylko niedźwiedzi polarnych nie ma. Ten sezon, jak mówią polarnicy, którzy przyjeżdżają tu od lat, jest pod tym względem wyjątkowy. Od lata mieszkańcy stacji naliczyli ledwie dziewięć spotkań z tymi majestatycznymi zwierzętami. Ostatniego niedźwiedzia i ja mogłem podziwiać. Naukowcy spekulują, że miśków jest tak mało, bo w Hornsundzie prawie nie było tej zimy lodu morskiego. A niedźwiedzie potrzebują kry, żeby polować z niej na foki.
W Hornsundzie właściwie czuje się już wiosnę. Od kilku dni nie pada śnieg i ten leżący już na ziemi robi się coraz bardziej lukrowaty, zlodowaciały i cienki. Bajkowo to wszystko wygląda, ale ja czekam na statek.
RV "Lance" Norweskiego Instytutu Polarnego, który ma z Hornsundu zabrać prof. Waldemara Walczowskiego i Piotra Wieczorka z Instytutu Oceanologii PAN oraz mnie, nie chce coś przypłynąć. Najpierw spodziewaliśmy się go w nocy z piątku na sobotę, potem w sobotę po południu. A teraz okazuje się, że przypłynie najwcześniej w sobotę (czyli dziś) wieczorem. Zaczęliśmy się martwić, czy zdążymy do Tromsø na samolot. Bilety mamy kupione na wtorek rano.
Plecak spakowałem już wczoraj. Najgorsze jest to czekanie.
Czytam więc książkę "Ice Balloon" Aleca Wilkinsona o tragicznej podróży balonem do bieguna północnego w 1897 r.
Szwedzki naukowiec Salomon August Andrée i jego dwaj współtowarzysze wystartowali z północnego krańca archipelagu Svalbard, do którego należy Spitsbergen. Ich plany były bardzo optymistyczne, bo balonem wypełnionym wodorem zamierzali dolecieć nad biegun i chcieli polecieć dalej, być może nawet do San Francisco. Żeby dobrze prezentować się po lądowaniu, Andrée zabrał nawet frak. Szczątki polarników i dziennik wyprawy (w tym negatywy zdjęć) odkryto na jednej z wysp Svalbardu w 1930 r.

Co tam się stało, podczas tego lotu? Wiem, że nazwany przez Andrée'ego "Orłem" balon się rozbił, bo jego niesamowite zdjęcie (negatyw znaleziono wśród szczątków wyprawy) widnieje na okładce książki. Ale dlaczego, jak wyglądała epopeja trzech polarników, którzy próbowali wrócić do cywilizacji, maszerując po lodzie morskim?
Mógłbym oczywiście szybko znaleźć odpowiedzi na te pytania w internecie, ale wtedy przyjemność z książki byłaby sporo mniejsza. Wilkinson opisuje w niej jeszcze inne tragicznie zakończone wyprawy arktyczne, których uczestnicy spędzali po kilka lat w tutejszym lodowym świecie, często nie doczekując statku, który miał po nich przypłynąć. A to, czy przeżyli, czy nie, zawdzięczali tylko swojej wytrwałości, umiejętności współpracy i przewalczenia dzielących ich animozji. No i oczywiście zapasom jedzenia oraz temu, jak radzili sobie z zabójczym zimnem i pułapkami czekającymi na nich na każdym kroku.
Niech Lód będzie z Wami.

Tomasz Ulanowski

PS Płynie, płynie!:) Jak donosi Tomek Wawrzyniak, naukowiec z Instytutu Geofizyki PAN, "przed chwileczką 'Lance' z Agnieszką [Promińską z IO PAN] na pokładzie wypłynął z Ny-Ålesundu. Miło było usłyszeć 'o cześć Tomek!' Jutro w nocy 'Lance' będzie w Hornsundzie".

12:31, tomaszul
Link Komentarze (1) »